NAS TRINCHEIRAS DA FLANDRES – Uma Carta

Nota do tradutor

(wersja po polsku poniżej / versão em polaco em baixo)

As árvores – majestosas, sólidas, orgulhosas – são verdadeiros monumentos do tempo que ultrapassam as fronteiras da história e da cultura. Em Portugal, muitas delas tornaram-se símbolos comemorativos dos trágicos acontecimentos da Primeira Guerra Mundial. No Centenário da Grande Guerra (desde o final de 2014 até 2018), foram plantadas 100 árvores em memória dos heróis portugueses. A memória desses acontecimentos, dessas pessoas, está viva também nas palavras que deixaram. E as palavras, mais sublimes do que as árvores, um monumento mais perdurável que o bronze, são a voz dos que já não estão entre nós, um testemunho da história e uma espécie de non omnis moriar dos que as escreveram e de quem elas falam. Ao apresentar a carta de um soldado português, procuro encorajar a reflexão e a exploração da perspetiva portuguesa da participação na guerra. O texto selecionado vem de uma publicação de 1918 intitulada Nas Trincheiras da Flandres, de Capitão Augusto Casimiro, um herói da Grande Guerra e um escritor eminente, cujo testemunho é uma lição de história inestimável, tão apropriada ainda hoje. A sua obra não apenas comove, mas também fascina pela sua complexidade – tanto pelo discurso literário da memória como pela dimensão política ou psicológica. Quero que a sua voz seja ouvida.
Marcela Sieradzka
Od tłumacza
Drzewa – majestatyczne, stałe, dumne – prawdziwe pomniki czasu, które wznoszą się ponad granice historii i kultury. W Portugalii wiele z nich stało się symbolem upamiętniającym tragiczne wydarzenia I wojny światowej. W 100. rocznicę wielkiej wojny (od końca 2014 roku do 2018) posadzonych zostało 100 drzew, które stoją na straży pamięci o portugalskich bohaterach wojennych. Pamięć o tamtych wydarzeniach, o tamtych ludziach jest żywa także w słowach, które po sobie zostawili. A słowa, wznioślejsze niż drzewa, trwalsze niż pomnik ze spiżu, są głosem tych, których już nie ma, są świadectwem historii i swoistym non omnis moriar  tych, którzy je spisali i o których opowiadają. Przywołując list portugalskiego żołnierza, chcę zachęcić do refleksji i do zgłębienia portugalskiej perspektywy udziału w wojnie. Wybrany tekst pochodzi z publikacji z 1918 roku, zatytułowanej W Okopach Flandrii, której autorem jest Kapitan Augusto Casimiro, bohater wielkiej wojny i wybitny pisarz, którego świadectwo jest bezcenną lekcją historii, jakże dzisiaj aktualną. Jego dzieło nie tylko porusza, ale i fascynuje swoją złożonością – literackim dyskursem pamięci, jak i politycznym czy psychologicznym wymiarem. Chcę, aby jego głos został usłyszany.
Marcela Sieradzka

Kapitan Augusto Casimiro

W OKOPACH FLANDRII

LIST

przełożyła Marcela Sieradzka

Mój drogi przyjacielu:

To w okopach, w moim biednym i skromnym azylu skrywającym mnie przed wielkimi granatami i moździerzami, w moim schronie usychają  kwiaty zebrane na grobach nieznanych bohaterów, zwycięskie kwiaty, które żyją w Śmierci i rozkwitają w obliczu tragedii, bo wiosna tak każe….

Noc. Karabiny maszynowe ryczą, znieważając się wzajemnie raz po raz. Co jakiś czas wybuch wstrząsa moim schronem, poraża nas, przerywa względny spokój. I pozostają już tylko strzępy ciszy zawieszone nad rozległym polem jak orły krążące nad ofiarą…

Potem znowu nadciąga pocisk z moździerza. Słyszę, jak wyrywa się z pozycji szkopów i pada na cmentarzysko moździerzy, gdzie tylko one giną – hałaśliwi samobójcy.

W pierwszej linii, z nerwami w strzępach, czuwają nasi ludzie.

Niedługo wzejdzie księżyc, ogromny, oświetlający wszystko. W jego świetle, w tym klasztorze Śmierci, odgłosy stają się wyraźniejsze, a groźba śmierci łagodniejsza. Dusze nie cierpią z powodu nieznośnego nadmiernego pobudzenia. Zbłąkane kule syczą, przelatują, stają się harmonijne i nieszkodliwe… prawie.

Mój drogi przyjacielu – myślę czasem o scenerii, którą sobie wyobrażacie i w której nas umieszczacie. Przysiągłbym, że malujecie ją jako przesiąkniętą mrokiem piekła, hałaśliwą od śmierci, pełną tragedii… A my uśmiechamy się na tę myśl. Pewnego dnia, bez wątpienia, ci z nas, którzy wrócą, pamiętając o tym, też będą mieli takie wrażenie. Właśnie przed chwilą jeden z moich szeregowych, wchodząc do bezkształtnych ruin tego, co było niegdyś piękną małą wioską, powiedział:
„Jeśli powrócimy do Portugalii i opowiemy, co tu przeszliśmy, to nam nie uwierzą…”.
I jeszcze inny:
„Tam, w domu, po powrocie, staniemy się osobliwymi przypadkami. Będą nas zbierać i pokazywać na jarmarkach…”.

Jednak to tak banalne i monotonne, mój przyjacielu! – tyle śmierci pozbawionej teatralności, bez formy…

To, co jest obnażone, to, co jest pokazane, to, co płonie, i chce tworzyć piękno, będąc…

Musiałem przerwać. To był drobny atak. Moi towarzysze po prawej już go odparli. Myślałem, że to ja będę musiał… Potem zobaczyłem rannego, był jednym z naszych – „A więc, mój chłopcze… spełniłeś swój obowiązek, powinieneś być dumny z tej krwi…. Już jesteś więcej wart niż inni…”. A on powiedział mi tylko –  „Nigdy się nie bałem, poruczniku…”.

Krew Portugalii, jakże czerwona, jakże żywa! W moich oczach pojawiły się łzy, a moja dusza ucałowała tego człowieka.

Cisza, znowu spokój.

Zagraża mi cenzura – niebezpieczna, bo nie znam praw, którymi się rządzi; jeszcze niebezpieczniejsza, ponieważ toleruje nadużycia tych, którzy ją praktykują. Daj Boże, żeby przepuściła ten list, który płynie od żołnierza do człowieka kochającego swoją ojczyznę, list, który mówi jedynie o chwale Portugalii!


Capitão Augusto Casimiro

NAS TRINCHEIRAS DA FLANDRES

UMA CARTA

EDIÇÃO DA RENASCENÇA PORTUGUESA
PORTO
1918

Meu querido amigo:

É nas trincheiras, no meu abrigo pobrezinho e humilde perante as grandes granadas e morteiros, no meu abrigo onde se fanam as flores colhidas sobre túmulos de desconhecidos heróis, vitoriosas flores que vivem na Morte e se abrem em face da tragédia porque a primavera manda…

Noite. Gargalham as metralhadoras insultando-se de linha a linha. De vez em quando uma explosão abala o meu abrigo, sobressalta-nos, quebra a relativa calma. E há pedaços de silêncio quo ficam, sobre o campo vasto, como aguias suspensas, ameaçando…

Depois de novo, um morteiro que vem, ouço-o largar da linha boche e tombar no cemitério dos morteiros, onde só eles morrem, estes ruidosos suicidas.
Na primeira linha, atonta, a nossa gente vigia.

De aqui a pouco a lua vai levantar-se, enorme, iluminando tudo. E, ao luar, neste convento da Morte, tornam-se mais claros os ruídos, o perigo de morte é mais ligeiro, as almas não sofrem da inquieta sobre-excitação dos nervos, as balas perdidas silvam, passam, chegam a ser harmoniosas, inofensivas, quási.

Meu querido amigo,—penso às vezes no senário que vocês imaginam e em que nos colocam. Ia a jurar que o pintam sombriamente tocado de inferno, ruidoso de morte, cheio de tragédia… E nós sorrimos. Um dia, evidentemente, os que voltarmos, lembrando isto, teremos essa impressão também. Uma das minhas ordenanças, há pouco, entro as ruínas disformes do que foi uma linda povoaçãozinha, dizia! — «Se chegarmos a Portugal e contarmos o que por aqui passámos, — não nos acreditam…»

E outra: — «Lá, na terra, passamos a ser gente rara. Pegam em nós e mostram-nos nas feiras…»

Mas como isto é banal e monótono, meu amigo! Como há horas de morte sem teatro, sem gesto…
O que se expõe, o que se mostra, o que arde, e quere fazer beleza, e sendo Quixote amarfanha o  Pança que nele protesta, êsse…

Interrompi… Foi um pequeno ataque… Repeliram-no já os meus camaradas da direita. Julguei que era comigo… Mas acabo de ver um ferido… «Então, meu rapaz, que é isso?… fizeste o teu dever, deves ter orgulho dêsse sangue… Vales mais que os outros já…» E êle só me diz— «Nunca tive mêdo, meu tenente…»

Sangue de Portugal, que vermelho, que vivo! Tenho lágrimas nos olhos. E aquele homem beijou-o a minha alma.

Sossego, calma de novo.

A ameaçar-me, perigosa porque não sei a lei por que se rege,—mais perigosa porque sofre dos excessos honrados dos que a praticam — está a censura. Oxalá ela deixe passar esta carta que vai de um soldado para um homem que ama a sua Pátria, esta carta que só diz o orgulho de Portugal!

Guiada por uma paixão pela cultura europeia, membro de uma pequena família internacional de amigos de todos os cantos do mundo, é licenciada e mestranda em Filologia Portuguesa. Atualmente, espera começar o segundo mestrado, desta vez, em História, com especialização em Antropologia Histórica. Estudou na Universidade de Varsóvia e na Universidade de Lisboa. Sempre a viver entre as suas duas terras - Polónia e Portugal.

Deixe um comentário

O seu endereço de email não será publicado. Campos obrigatórios marcados com *

Top